AKTUALNOŚCI

 

 

SPOTKANIE AUTORSKIE Z WOJCIECHEM KLASEM
30.03.2012 r.

Miejska Biblioteka Publiczna w Świebodzicach przygotowała szczególnie bogatą ofertę na marzec 2012 roku. Ósmego marca odbyła się uroczystość przekazania bibliotece obrazów Hanny Krzewskiej-Lis, przez jej córkę i wnuczkę Klary i Antoniego Lisów, piętnastego marca odbyło się spotkanie autorskie, a 22  marca projekcja filmu Lejdis (reż. Tomasz Konecki).

Gościem spotkania autorskiego był Wojciech Klas, współautor książki Kościelscy, ród, fundacja, nagroda (Klas Wojciech, Zieliński Jan: Kościelscy, ród, fundacja, nagroda Kraków 2011).

Pierwszy raz tematem spotkania autorskiego była nagroda literacka. Wiedza przeciętnego czytelnika na temat nagród literackich jest również przeciętna. Wszyscy najlepiej znają literacką nagrodę Nobla, której do niedawna mieliśmy jeszcze żyjącą przedstawicielkę Wisławę Szymborską (1923-2012), dość rozpowszechniona dzięki transmisji telewizyjnej  jest Nagroda Nike (przyznawana od 1997 roku) i  nagroda im. Kościelskich właśnie, przyznawana od roku 1962. A więc równa 50-ta rocznica przyznawania tej nagrody. Znakomita więc okazja aby poznać  okoliczności jej  ufundowania, fundatorkę oraz regulamin  przyznawania.  A ponieważ przez kilkadziesiąt lat nagroda była przyznawana co roku kilku pisarzom jest więc bardzo wielu laureatów tej nagrody. W ciągu tych pięćdziesięciu lat dwukrotnie nie przyznano nagrody  – w roku 1982  jako gest protestu przeciw stanowi wojennemu i w roku 1987.

                Laureatem tej nagrody może  zostać pisarz młody, do 40-tego roku życia (choć bywały wyjątki), krajowy i emigracyjny, autor prozy, poezji, książek krytycznoliterackich, biografii lub dotyczących historii literatury. Rada Fundacji przyznająca nagrodę obraduje w Szwajcarii, która była ostatnim miejscem pobytu Moniki Kościelskiej, fundatorki i ostatniej przedstawicielki tego rodu. O jego dziejach opowiadał w sposób  fascynujący autor książki Wojciech Klas.  Znakomicie udokumentowane  od czasów niemal średniowiecznych. Kościelscy  to zamożna rodzina kujawsko-wielkopolska, która przez całe wieki była mecenasem artystów, pisarzy, poetów, ludzi w najrozmaitszy sposób związanych ze sztuką.

                Na spotkaniu była jednak mowa o czasach i przedstawicielach rodu bliższych współczesności. Z dziewiętnastowiecznych członków tej rodziny na uwagę zasługuje na pewno Władysław Kościelski, najbarwniejsza postać w rodzie. Najmłodszy z dzieci Józefa i Kunegundy z Rokitnickich. Za udział w spisku patriotycznym musiał opuścić Wielkopolskę. Jednakże nawet  przebywając za granicą służył narodowi polskiemu, w kręgu patriotów skupionych wokół Hotelu Lambert i księcia Adama Jerzego Czartoryskiego.  Był również organizatorem polskiej osady w Turcji - Adampol,   a za udział w wojnie krymskiej i  zasługi w armii tureckiej otrzymał przydomek Sefer Pasza,  bez konieczności przejścia na islam. Było to wielkim przywilejem.

                Przyjaźnił się z sułtanem, wicekrólem egipskim, doradzał zresztą obu tym władcom, miał przy tym wszystkim nieprawdopodobną smykałkę do inwestowania pieniędzy. Ulokowany w akcjach Kanału Sueskiego kapitał okazał się strzałem w dziesiątkę, inwestycją, która przyniosła Władysławowi Kościelskiemu wielomilionową fortunę.

                Władysław Kościelski był właścicielem potężnego, średniowiecznego zamku w Styrii (Austria), w którym zgromadził ogromne bogactwo w postaci mebli, obrazów, militariów, rzeźb. Po jego bezpotomnej śmierci  część  zbiorów została – zgodnie z jego wolą – przekazana do Muzeum Narodowego w Krakowie.

                Już po śmierci Sefera Paszy jego bratanek Józef Teodor Kościelski  kupił pałac w Miłosławiu wraz z ogromnym obszarem ziemskim. Pałac został przebudowany a w jego wnętrzach  – podobnie jak u Sefera Paszy – znalazły miejsce przebogate zbiory obrazów najznakomitszych polskich malarzy (Wyczółkowskiego, Axentowicza, Boznańskiej, Brandta, Matejki, Gierymskiego, Wyspiańskiego). Kościelscy utrzymywali kontakty z wieloma osobami ze świata kultury, sztuki, literatury, których wspomagali finansowo – Jan Kasprowicz, Roman Wilkanowicz, Julian Fałat. Fortuna Kościelskich załamała się w czasach ogólnoświatowego kryzysu, który nie ominął zarówno Polski jak i majątku Kościelskich. Upadła wtedy produkcja wydawnicza założonego przez Władysława Kościelskiego Instytutu Wydawniczego Biblioteka Polska.

                Honorowym i powszechnie akceptowanym wyjściem z takiej sytuacji  była śmierć samobójcza. I Władysław Kościelski z takiego wyjścia skorzystał,  prawdopodobnie  wyskakując z okna drugiego piętra poznańskiego hotelu „Bazar” (luty 1933 roku,  podejrzewano udział osób trzecich w tym samobójstwie).

 Podobnie  zakończył życie jego jedyny syn – Wojciech, strzelając do siebie z pistoletu w 1947 roku, na oczach zresztą żony. Żona Władysława i matka Wojciecha – Monika musiała podołać obowiązkom jakie spadły na jej głowę, jak i zobowiązaniom finansowym, które zostały po jej mężu i z których to ona musiała się wywiązać. Okazała się osobą niezwykle przedsiębiorczą i znakomicie poradziła sobie z trudną sytuacją, w jakiej się znalazła. Część majątku sprzedała, produkcję wydawniczą przestawiła na druk materiałów bardziej reklamowych i komercyjnych  niż literackich       a reprezentacyjną kamienicę przy Placu Zamkowym w Warszawie wynajęła – najpierw ambasadzie amerykańskiej, potem rumuńskiej. Co zresztą miało znaczenie po wybuchu wojny gdyż bogate wyposażenie tej kamienicy wyjechało za granicę jako majątek ambasadora Rumunii i tym samym ocalało z wojennej pożogi, stanowiąc podwaliny pod późniejszy kapitał nagrody literackiej.

 Kolejną obok Wojciecha Klasa i Moniki Kościelskiej bohaterką tego spotkania była Pani Emilia Sarbinowska – Śmigaj, od wielu lat mieszkanka Świebodzic, urodzona w Miłosławiu właśnie. Pani Emilia przyniosła na to spotkanie dwa zdjęcia zrobione w Miłosławiu, przed pałacem Kościelskich.  Na jednym z nich znajduje się Monika Kościelska w  otoczeniu członków zespołu folklorystycznego, który założyła. Tuż obok Moniki Kościelskiej, niemal pod jej prawą ręką jest matka Emilii Sarbinowskiej – Śmigaj – Maria z Orzechowskich Sarbinowska. Kolejne zdjęcie przedstawia ważne osobistości miłosławskiego życia lokalnego, również w otoczeniu członkiń zespołu. Ten zespół, o ile dobrze pamiętam – mówi Pani Emilia – nazywał się Młode Polki. 

  

Nie jest to jedyne wspomnienie Pani Emilii. Mój dziadek Franciszek, ojciec mojej matki, pracował u Kościelskich jako jeden z zarządców. Nadzorował wsie Bugaj, Kozubiec i Chrustowo. Jeszcze jakiś czas po śmierci Kościelskiego  ludzie nie otrzymywali  wypłaty i w tych wsiach doszło do strajku.  Monika Kościelska odwołała Franciszka Orzechowskiego z funkcji zarządcy, potem zarządzał wsiami Lipie i Kębłowo – mówi Pani Emilia. Złość mieszkańców i pracowników majątku Kościelskich skierowana była wyłącznie przeciwko Monice Kościelskiej, nie przeciw jej mężowi, który zresztą już nie żył, nie przeciw kryzysowi, ale to właśnie ją obwiniano o te kłopoty. I mojego dziadka – kończy Pani Emilia. 

Pierwsza żona dziadka Pani Emilii zmarła w wyniku zatrucia, razem z wieloma innymi gośćmi wesela, w którym uczestniczyła. Powodem było prawdopodobnie najeżone strychniną i nie zbadane przez lekarza   mięso wieprzowe.  Dziadek został wdowcem z sześciorgiem dzieci, którymi zajmowały się siostry Władysława Kościelskiego –Katarzyna i Emilia  mówi Emilia Śmigaj. To właśnie po niej noszę imię. Miałam mieć na imię Teresa ale dziadek, który był moim chrzestnym zadecydował o nadaniu mi imienia na cześć Emilii z Kościelskich Jędrzejowiczowej. Mama skapitulowała i tak zostałam Emilią.  

Po śmierci babci dziadek ożenił się po raz drugi, z wdową, która miała córkę. On miał sześcioro, ona miała jedno a potem mieli jeszcze troje  wspólnych dzieci. Z ich wychowaniem nie było specjalnego kłopotu bo dziadek bardzo dobrze zarabiał opowiada Emilia Śmigajowa. Wszystkie dzieci Franciszka Orzechowskiego miały założone książeczki oszczędnościowe, a oprócz tego  dziadek dysponował takimi oszczędnościami, które pozwalały mu myśleć o kupnie majątku w pobliskim Mikuszewie. Pracujący w majątku Kościelskich Hoppe, który był tam głównym księgowym radził dziadkowi poczekać jeszcze trochę i zostawić pieniądze w banku. Dziadek posłuchał tej rady, w międzyczasie wybuchła wojna i wszystkie pieniądze przepadły.   

W naszym domu wspomnienia i opowieści były na porządku dziennym mówi Pani Emilia.  Dziadek dużo opowiadał, również o Mielżyńskich, którzy przed Kościelskimi byli właścicielami pałacu w Miłosławiu   a u których pracował mój pradziadek. Znaliśmy historię  zwycięskiej bitwy pod Miłosławiem (w czasie Powstania Wielkopolskiego i Wiosny Ludów) w 1848 roku, kiedy to powstańcy dowodzeni przez Ludwika Mierosławskiego pokonali wojsko pruskie. Ta bitwa jest tematem obrazu Juliusz Kossaka Bitwa pod Miłosławiem.

Miłosław to małe miasteczko ale zawsze mieszkali tam wyjątkowi ludzie. I to wyjątkowi pod każdym względem. Patrioci walczący o niepodległość różnymi sposobami i metodami. Na miłosławskim cmentarzu jest pochowana siostra Celiny Mickiewiczowej i żona Teofila Lenartowicza, która była malarką i podopieczną Mielżyńskich (hrabia Mielżyński).  Również u Mielżyńskich bywali zawsze artyści, literaci – był to również – podobnie jak u Kościelskich dom otwarty dla ludzi sztuki.

W pobliżu Miłosławia znajduje się miejscowość Winna Góra, w której znajdował się majątek Jana Henryka Dąbrowskiego, który generał  otrzymał od Napoleona za zasługi tak wojenne jak i dla  dla ziemi wielkopolskiej.  Potomkowie  Jana Henryka o nazwisku Mańkowscy mieszkali w Miłosławiu jeszcze podczas mojego tam pobytu – mówi Pani Emilia.

Kiedy przyjeżdżał do nas w odwiedziny najstarszy syn dziadka a brat mojej mamy – Michał to chodziliśmy po Miłosławiu i okolicach, oglądaliśmy, wspominaliśmy. Opowieściom nie było końca. Trudno było nie mówić kiedy w naszym domu wspomnienia się pielęgnowało, przechowywało i często do nich wracało. To pozostałość po walce z zaborcą – walczyło się różnymi sposobami a nauka historii, pamięć, kultywowanie tradycji to były metody walki, którymi można się było posługiwać na co dzień    i które  nie wymagały broni. Trudno nie mówić, skoro w tej okolicy każdy kamień pamięta historię.

Pani Emilia pokazuje książeczkę autorstwa Elżbiety Gajewicz   „Za ten pacierz we własnej mowie”  – dyrektorki szkoły w Miłosławiu, która dotyczy strajku dzieci szkolnych w Miłosławiu w latach 1901 – 1907. Wybuchły one jako protest przeciwko restrykcyjnej   polityce oświatowej.  Do wybuchu pierwszej wojny światowej germanizacja dzieci i młodzieży przybierała coraz ostrzejsze formy. Bezpośrednim powodem strajków szkolnych zarówno w Miłosławiu jak i – najwcześniej – we Wrześni była konieczność nauki religii w języku niemieckim a zwłaszcza odmawianie modlitwy po niemiecku. Władze pruskie wprowadziły ostre represje dla strajkujących dzieci – bolesne kary fizyczne, karcer, wysokie grzywny dla rodziców oraz uwagi na świadectwach, które w przyszłości uniemożliwiały podjęcie pracy u niemieckiego pracodawcy. Piękną kartę w tej  historii  zapisał Józef Teodor Kościelski, który wówczas był już właścicielem Miłosławia. Wspierał rodziców, pomagał dzieciom – do tego stopnia, że podczas toczącego się procesu w Gnieźnie przywiózł do sądu swoją służbę i kucharzy i urządził tam bufet dla oskarżonych w procesie o bunty.

Pamiętam wielką uroczystość w Miłosławiu w 1948 roku, kiedy to hucznie obchodzono stulecie bitwy pod Miłosławiem. Przyjechał sam Bolesław Bierut, dziewczynki sypały  przed nim kwiatki jak przed jakimś kościelnym dostojnikiem jak również dziewczęcy chór do którego ja należałam miał wykonać dla niego pieśni. Ale w tym dniu panował ogromny upał i Bierut końca tej uroczystości po prostu nie doczekał. Po prostu wsiadł do samochodu i odjechał wspomina Pani Emilia.

 Franciszek Orzechowski  zmarł w 1959 roku, wdowa po Władysławie Auguście Kościelskim - Monika Kościelska też. Jako ostatnia z rodziny ustanowiła testament, na mocy którego powstała Fundacja im. Kościelskich, przyznająca nagrodę literacką dla młodych pisarzy. Wysokość tej nagrody nie była  oszałamiająca, ale w wielu przypadkach wystarczała -  wg słów Jerzego Pilcha przynajmniej na „galanterię papierniczą” i to zakupioną na zachodzie Europy a konkretnie w Szwajcarii, gdzie laureat musiał pojechać po jej odbiór. Często była to jedyna okazja  wyjazdu   za granicę,  choć zdarzały się – co dziś wydaje się wręcz nieprawdopodobne,  jeszcze w latach osiemdziesiątych – przypadki odmowy wydania wizy czy paszportu.

Do roku 1989 laureaci odbierali nagrodę w Szwajcarii, w roku 1990 wręczanie nagród przeniosło się do Polski. Były to na zmianę Kraków lub Warszawa. W roku 2002 po raz pierwszy,  jako miejsce, w którym wręczana jest nagroda pojawia się Miłosław, rodowe gniazdo Kościelskich.  Potem jeszcze trzykrotnie. I przez najbliższe lata to właśnie  Miłosław i Wielkopolska będą gospodarzami uroczystości związanych z wręczaniem Nagrody im. Kościelskich.

Zdjęcia archiwalne ze zbiorów Barbary Jareckiej zd. Sarbinowska i Emilii Sarbinowskiej - Śmigaj 

Małgorzata Grudzińska

   

   

   
 
   
 
   
 
   
 
   
 
   
 
   
 
   
 

 

  •   strona główna  •  do góry  •