AKTUALNOŚCI

 

 

Nie tylko o Rozlewisku czyli spotkanie autorskie
 z Małgorzatą Kalicińską

12.05.2011 r.

W dniach od 4 do 7 maja 2011 roku, z cyklem spotkań autorskich gościła na Dolnym Śląsku Małgorzata Kalicińska, autorka głośnego cyklu książek Dom nad rozlewiskiem, Powroty nad rozlewiskiem, Miłość nad rozlewiskiem. Pisarka spotkała się ze swoimi czytelnikami (większości czytelniczkami) w Żarowie, dwukrotnie w Świdnicy, w Dzierżoniowie, Nowej Rudzie. W Świebodzicach odbyło się spotkanie autorskie w dniu 7 maja 2011 roku w pięknych i gościnnych wnętrzach Miejskiego Domu Kultury.  Tego dnia przed południem Małgorzata Kalicińska odbyła pieszą wycieczkę do Książa i choć czas nie pozwolił na dokładne zwiedzanie zamku to program wycieczki i tak był bogaty: spacer aleją od ul. Wałbrzyskiej , punkt widokowy, tarasy zamkowe,  zejście do cisu Bolko, staw przy  ulicy Długiej, ruiny kościoła św. Anny, dom Mikulicza. Komentując wycieczkę na spotkaniu autorskim pisarka powiedziała, że mieszkańcy mogą uczyć się historii               z autopsji mając takie dziedzictwo kulturowe w zasięgu ręki.

Małgorzata Kalicińska opowiadała o dzieciństwie i młodości, które barwnie opisała w książce Fikołki na trzepaku. To książka, która zawiera wszystkie kolory tęczy za wyjątkiem czarnego – mówiła pisarka. Nie można PRL-u postrzegać wyłącznie w czarnych barwach i wierzyć w to, co usiłują wmówić nam różni dziennikarze, że jesteśmy ofiarami tamtego czasu, ja się na to nie zgadzam i nie czuję się żadną ofiarą. Ta książka zawiera tyle barwnych, soczystych a czasami wręcz fotograficznych szczegółów, że może posłużyć za kronikę tamtego okresu. Małgorzata Kalicińska mówiła, że wtedy nawet zabawy podwórkowe były twórcze. Pamiętacie państwo, że nasze zabawy były fabularne: ty będziesz Jankiem, ty Marusią , ty będziesz Winnetou a ty Old Sutherhand.  Były zabawy w dom, sklep. Tamte czasy od dzisiejszych różnią się tym, że wtedy nie można było ściągnąć dziecka do domu a dzisiaj nie można dziecka oderwać od komputera i namówić do wyjścia na podwórko.

Małgorzata Kalicińska urodziła się w Warszawie i od urodzenia mieszkała na Saskiej Kępie. Była jedynym dzieckiem swoich rodziców ale miała też dwóch braci  i to od razu starszych – jak mówi. To przyrodni bracia.  Przyjęła ten fakt z ogromnym entuzjazmem. To byli synowie jej ojca  z pierwszego  małżeństwa. To, że z pierwszego  to też było do czasu, kiedy  wyszła książka jej ojca  Zdzisława Kalicińskiego  Wojna niejedno ma imię, z której wynikało, że mama wcale nie była drugą a czwartą żoną ojca. Wychowałam się w domu, w którym królowała poezja i muzyka klasyczna- wspomina, mama była polonistką,  tato uwielbiał Broniewskiego i Gałczyńskiego a muzyka była dla niego wielką pasją życiową.

Edukację szkolną autorka rozpoczęła w … Moskwie. To był czas kiedy mój tato jako pracownik Biura Radcy Handlowego przebywał tam na placówce. I na pewno lepiej posługiwałam się wtedy językiem rosyjskim niż polskim. Polskiego uczyła mnie mama.  Na pytanie dlaczego więc miała kłopoty z nauczycielką od języka rosyjskiego pisarka odpowiedziała jak to dlaczego ?  Uwzięła się na mnie.

Oczywiście na spotkaniu została też poruszona tematyka  książek Małgorzaty Kalicińskiej.    Na pierwszy ogień poszła oczywiście relacja matka – córka z Domu nad rozlewiskiem i pytanie czy możliwy jest taki związek, kiedy po latach nieobecności matki w życiu córki i na odwrót, obie przejawiają…  normalną  akceptację.   Konstruując postać matki wyposażyłam ją w cechy charakteru mojej własnej mamy. Moja mama była osobą kompletnie niemałostkową i niepamiętającą nikomu żadnych krzywd mówiła pisarka. Przez całe swoje życie nie miała do nikogo pretensji i  z nikim się nie kłóciła . Z wyglądu mama Gośki  przypomina raczej ciocię Basię, mamę Kuby Mosza, przyjaciela i sąsiada Małgorzaty Kalicińskiej, nawet nosi jej imię. A poza tym to obie bohaterki popełniły tu grzech zaniechania. Telefony działają w dwie  strony i zarówno jedna jak i druga mogły zadzwonić do siebie. Jeżeli tego nie zrobiły,  tupanie nóżką  i wygarnianie sobie pretensji nie ma większego sensu. Zresztą nie po to Gosia pojechała na Mazury, raczej zawieźć spóźnioną gałązkę oliwną.

Przy okazji rozmowy o związkach damsko-męskich, pojawił się oczywiście problem alkoholizmu partnera  i niewolniczego wręcz przywiązania do takiego  „urokliwego  cukiernika”, do jakiej to kategorii zaliczyła Małgorzata Kalicińska partnera Gośki, Janusza, przywołując   postać  Włodzimierza Wysockiego.

Duże zainteresowanie , wywołała ostatnia powieść Małgorzaty Kalicińskiej Zwyczajny facet.   To historia nieudanego małżeństwa opowiedziana z punktu widzenia mężczyzny. Obraz przemocy domowej, tym razem w wykonaniu kobiety (być może z problemem typu osobowości granicznej) i problem pobytu na emigracji. Ta książka z pewnością wywołałaby żywą dyskusję bo przełamuje stereotyp kobiety jako ofiary przemocy , silnie przecież zakorzeniony w naszej kulturze i obyczajowości.  Niestety zabrakło na to czasu, chociaż przy okazji rozdawania autografów niejednokrotnie  wywiązywała się rozmowa. Wielbicielki twórczości Małgorzaty Kalicińskiej w długiej kolejce oczekiwały na podpisanie swoich książek.

                                                                                                                                            Małgorzata Grudzińska

 

 

   

   

   

   

   

   
 
   
 
   
 
   
 
   
 
   
 
   
 
   
 
   
 
   
 
   
 
   
 
   
 
   
 
   

 

 

  •   strona główna  •  do góry  •