AKTUALNOŚCI

 

 

KRÓLOWIE W KOTLINIE JELENIOGÓRSKIEJ CZYLI O NOWEJ KSIĄŻCE ROMUALDA M. ŁUCZYŃSKIEGO
18.06.2008 r.

Tematem spotkania autorskiego z dr. Romualdem M. Łuczyńskim była nowa książka tego
pisarza - regionalisty Rezydencje magnackie w Kotlinie Jeleniogórskiej w XIX wieku. Większość osób zainteresowanych tematyką regionalną, oczekiwało raczej książki Zamki, dwory i pałace w Sudetach zapowiadanej przez autora w lutym 2007 roku, kiedy był on gościem biblioteki. Jednakże z powodu pewnych kłopotów, z drukarni wyszła najpierw książka poświęcona rezydencjom Kotliny Jeleniogórskiej. Kotlina Jeleniogórska ze wszech miar godna jest uwagi gdyż zamków i pałaców na terenie Dolnego Śląska jest wiele, ale niewiele z nich było własnością królewską.

W przypadku Kotliny Jeleniogórskiej taka sytuacja miała miejsce trzykrotnie. Z dziewięciu opisanych przez Romualda M. Łuczyńskiego rezydencji, trzy z nich należały do pruskiej rodziny królewskiej Hohenzollernów. Letnią rezydencją Fryderyka Wilhelma III był pałac w Mysłakowicach, kupiony przez króla w latach trzydziestych XIX wieku. Przebudowany najpierw przez Fryderyka Wilhelma III a następnie Fryderyka Wilhelma IV pod kątem potrzeb królewskiego dworu stał się okazałą rezydencją pełną obrazów śląskich mistrzów, pięknych mebli, wyrobów z porcelany, szkła, srebra, marmuru, które w większości pochodziły również z pracowni śląskich rzemieślników. Rezydencję okalał ogromny park, któremu poświęcono równie wiele czasu, uwagi i wysiłku co samemu pałacowi. Znajdował się tam nawet pawilon cesarski, będący częścią rosyjskiej ekspozycji na wiedeńskiej wystawie światowej w 1873 roku oraz brama ze szczęk wieloryba.

Ciekawostką może być fakt, że wiele interesujących okazów drzew i krzewów podarował królowi Hans Heinrich X hrabia von Hochberg z Książa, które na pięciu wozach przewieziono ze Świebodzic do Mysłakowic.

Pałac królewski w Mysłakowicach był udostępniony zwiedzającym, a okoliczni mieszkańcy byli zapraszani do odbywających się w parku uczestniczenia w zabawach, przedstawieniach i koncertach, gdzie mogli spotykać się z przedstawicielami domu królewskiego.

   

Sąsiadująca z Mysłakowicami rezydencja w Karpnikach należała do księcia Wilhelma, brata króla Fryderyka Wilhelma III. On sam nadzorował przebudowę pałacu w Karpnikach i w dużej mierze według jego projektów ta rozbudowa przebiegała. W rezydencji zgromadzono wiele pamiątek rodziny królewskiej, a sam pałac udostępniano zwiedzającym poza okresem pobytu jego właścicieli. Na pierwszym piętrze urządzono nawet muzeum. Do obejrzenia były m.in. wyroby rzemiosła artystycznego, rzeźby, galeria malarstwa, wyroby z kości słoniowej, zbiory klejnotów, dawna broń, wyroby snycerskie.
Trzecia z królewskich rezydencji, pałac w Wojanowie, była prezentem ślubnym dla Luizy, córki Fryderyka Wilhelma III. W czasach kiedy w Kotlinie Jeleniogórskiej bywała niemiecka rodzina panująca, rezydencja w Wojanowie była najskromniejszą z posiadłości królewskich. Za to w tej chwili święci triumfy. O ile w pałacu w Mysłakowicach znajduje się szkoła podstawowa, a rezydencja w Karpnikach popada w ruinę, należący do spółki pałac w Wojanowie został przepięknie wyremontowany, a właściciel wyłożył grube miliony, aby przywrócić mu należyty wygląd. Odrestaurowana budowla, z tryskającą przed nią fontanną, robi ogromne wrażenie, a w jej wnętrzu urządzono ekskluzywny hotel na 200 miejsc.
Również znamienite rody pruskie posiadały swoje rezydencje w Kotlinie Jeleniogórskiej. Patrząc w chwili obecnej na pałac w Bukowcu naprawdę trudno sobie wyobrazić jego dawny wygląd z pięknym założeniem parkowym doskonale wkomponowanym w krajobraz, ze stawami i wielością najróżniejszych budowli w pobliżu pałacu, takich jak belweder, tzw. opactwo czy wieża widokowa. Pałac w Bukowcu należał do hrabiego von Redena, któremu Śląsk zawdzięcza rozwój górnictwa węgla. Człowiek, który uprawiał szpiegostwo przemysłowe, wiele technicznych i technologicznych zmian w kopalniach wprowadził wzorując się na rozwiązaniach angielskich. Również tych dotyczących własnej rezydencji. Godną siebie partnerkę miał w swojej, młodszej od siebie o trzydzieści lat żonie, w której był bardzo zakochany. Trzeba przyznać, że hrabina von Reden była wielką filantropką i osobą bardzo zasłużoną dla lokalnej społeczności. To właśnie jej dyplomatycznym zabiegom, a z pewnością także przyjaźni z królem Fryderykiem Wilhelmem IV, Karpacz zawdzięcza kościółek Wang. Hrabina skutecznie przekonała króla, że miejscowym protestantom, mającym najbliższą świątynię w Miłkowie bardziej się przyda kościół niż berlińczykom. W ten właśnie sposób niezwykły zabytek sakralny, który w częściach przypłynął z Norwegii znalazł się w Karpaczu.

   

Kotlina Jeleniogórska z tego okresu ma również polskie akcenty, związane co prawda mocno z pruskim dworem, ale jednak. Klasycystyczny pałacyk w Ciszycy zbudował minister Śląska hrabia von Hoym (mąż słynącej z urody hrabiny Cosel). Jednak to nie przyjaźń hrabiny z polskim królem stanowi ten wspomniany polski akcent.

Już w latach dwudziestych dziewiętnastego wieku Ciszyca należała do Antoniego Radziwiłła, ożenionego z księżniczką pruską Luizą, z którą miał ośmioro dzieci. Jedna z córek Elżbieta, na którą mówiono potocznie Eliza, zakochała się, zresztą z wzajemnością, w następcy pruskiego tronu księciu Wilhelmie, późniejszym cesarzu Wilhelmie I.
Z pewnością względy rodzinne (byli kuzynostwem) nie miały tak wielkiego znaczenia jak fakt, że Eliza choć pochodziła z arystokratycznej, to jednak nie królewskiej, czy też panującej rodziny. Nie pomogła ani wielka miłość ani fakt, że matką Elizy była księżniczka pruska. Do małżeństwa nie doszło. Wilhelm poślubił w roku 1829 księżniczkę Augustę von Sachsen-Weimar, a Eliza zmarła na suchoty w roku 1834. Zarówno matka Elizy, księżna Luiza jak i sama Eliza wielokrotnie wspomagały biedną ludność z okolic posiadłości. Z tego zapewne powodu w stosunku do Luizy miejscowi często używali określenia Mama, a Elizę nazywano Aniołem z Ciszycy.

   

Obecność w Kotlinie Jeleniogórskiej rodziny królewskiej, jak też innych znakomitych rodów śląskich, przyczyniła się znacznie do ożywienia i rozwoju tego regionu. Gospodarczego, ale przede wszystkim turystycznego i kulturalnego. Schaffgotschowie w Cieplicach Śląskich, Reussowie w Nowym Dworze i Staniszowie, Matuschkowie w Miłkowie to posiadacze wspaniałych rezydencji w Kotlinie Jeleniogórskiej. Częstokroć dorównujące tym królewskim, a czasem, jeśli chodzi np. o zbiory przyrodnicze i bibliotekę, przewyższające je. Czas różnie obszedł się ze wspomnianymi rezydencjami. Szczęśliwie wszystkie ocalały, wojny ich nie zniszczyły, jednakże wnętrza, księgozbiory, zbiory przyrodnicze, obrazy, w większości nie zachowały się lub uległy rozproszeniu. Ale powojenne losy tych rezydencji to temat, który najwyraźniej będzie przez pisarza kontynuowany.

   

Małgorzata Grudzińska
dyr. Miejskiej Biblioteki
Publicznej w Świebodzicach

 

  •   strona główna  •  do góry  •